Pierwsze wyprawy cz. 4

W tym ponurym królestwie zimy, księżyc, gwiazdy i ta bezbrzeżna powłoka biała, oto wszystko na czym spocząć może wzrok człowieka. Ani odgłos dzwonu, ani szczekanie psa, ani pianie koguta, nie oznajmia bliskości siedzib ludzkich. Tylko marznący oddech własny dostrzega szronem okryte oko zabłąkanego wędrowca, tylko bicie własnego serca usłyszeć może natężony słuch jego. Od czasu do czasu przykry krzyk sowy północnej wstrząśnie powietrzem, albo doleci zdała niemiłe szczekanie polarnego lisa.

Powiadają wędrowcy tych stref, że to milczenie jest w takich chwilach prawdziwie zabójczym.

A tymczasem uczy nas doświadczenie wieków, że im nieprzyjaźniejszą i bardziej odstręczającą jest dla człowieka przyroda pewnych okolic, tern wytrwałej i uporczywiej usiłuje on wydrzeć jej tajniki. Wyprawy do bieguna północnego i południowego, które w ostatnich dziesiątkach lat naszego stulecia tylu poświęceń były świadkami, i tyle pochłonęły ofiar, są najwymowniejszym dowodem takiej energii ducha ludzkiego i takiego wytrwania.

 

Comments
  1. 4 miesiące ago