Pierwsze wyprawy cz. 26

Ważnym jest również, że bogatszą jest w sól ta woda, niż myślano do tej pory. Ta bogatsza w sól, a wyższej temperatury woda .morska pochodzi niewątpliwie z Atlantyku, który swoje wody ogrzane przez Gulfstream toczy na wysokości Nowej-Zemli i wzdłuż zachodnich brzegów Spitzbergu, w kierunku północnym i północno-wschodnim, i nią zapełnia głębie morza Polarnego, przenikając pod warstwy zimniejszej, ale lżejszej, bo mniej zawierającej soli, wody warstw górnych.

Ta bogatsza w sól woda warstw niższych jest najcieplejszą w ogóle w głębi 400 do 500 metrów. Głębiej obniża się ciepłota, a wzrasta dopiero na dnie samem, chociaż ten wzrost jest nieznaczny.

Te hydrograficzne poszukiwania, zdawałoby się, nie zmieniają tak rdzennie dotychczasowych teorii odnośnie do kierunku prądów w morzach północnych, bogactwo jednak nagromadzonego materiału obserwacyjnego wymaga czasu i cierpliwości, i dlatego ich naukowe objaśnienia pozostawić nam wypada przyszłości.

Nie roszczę sobie również prawa do wyprowadzenia ostatecznych wniosków z dokonanych przez nas obserwacji astronomicznej i meteorologicznej natury, ograniczając się jedynie na tabeli przeciętnych temperatur miesięcznych.

W ogóle wolno jest nam powiedzieć, że jeśli wyprawa nasza wiele jeszcze zjawisk i problematów dotyczących bieguna pozostawia do rozwiązania przyszłości, zdołała ona jednakże zerwać znaczną część zasłony, okrywającej te zagadkowe krainy, i że bądź co bądź byliśmy w możności wyrobić sobie dosyć trzeźwe pojęcia o pewnej części naszego globu, okrytej przedtem zasłoną nieprzeniknioną, dającą tylko pole do fantazyjnych zupełnie przypuszczeń.

To co pozostało, a jest zagadnień takich bardzo jeszcze wiele, mogą tylko rozwiązać lata sumiennych badań, podobnych tym, jakie odbył ,,Fram“ w ciągu tej ostatniej wyprawy.

Oby nie dały one długo czekać na siebie!

Na wyprawie Nansena skończyć nam wypadnie ten chronologiczny zarys wypraw podbiegunowych. Niepodobna nie przyznać, że bohaterskie wysiłki miłośników nauki zdumiewają ofiarnością swoją bezgraniczną, i że sprawa światła i postępu, za którą tyle ludzi dzielnych dało życie, musi być sprawą z bliska obchodzącą ludzkość. Za mrzonkę i chimerę nie stawiają na kartę żywotów swoich ci ludzie, z których każdy zasługuje ze wszelkich względów, aby go zaliczono do czoła jego narodu.