Pierwsze wyprawy cz. 25

Trzyletnia podróż Nansena należy niewątpliwie do najszczęśliwszych wypraw polarnych, a korzyści, jakie z niej osiągnęła nauka zaliczyć można do bardzo poważnych. Nansen wyruszył w roku 1893 na morze polarne, zimował tam po trzykroć, a za powrotem ogłosił w obszernej dwutomowej pracy rezultaty swoich badań i przygody jakich doświadczał, on i 12 jego towarzyszów. Ostatnie znajdą czytelnicy w tłumaczeniu polskim, wydanym u nas w roku 1898, pierwszymi uważamy za stosowne podzielić się z czytelnikami, dając treściwe ich przez samego znakomitego podróżnika, zobrazowanie.

Wychodząc z założenia, że niecały jeszcze zebrany przez niego materiał jest dotąd przez naukę uporządkowany, i odpowiednimi wnioskami opatrzony, mówi o tern, co się już dzisiaj, jako niepodlegające zaprzeczeniu przedstawia, a mianowicie:

„W pierwszej linii udowodniliśmy, powiada Nansen, że morze w bezpośrednim sąsiedztwie bieguna północnego, i tam gdzie się on sam, wedle przekonania mojego znajduje, jest bardzo zagłębioną kotliną, a nie, jak to było dotąd mniemaniem powszechnemu morzem o płytkim dnie, usianym wyspami mniejszymi i znacznymi lądami. Morze to musi być, według wszelkiego prawdopodobieństwa, przedłużeniem wielkiego zagłębia, ciągnącego się od Atlantyckiego oceanu między Spitzbergiem i Grenlandią. Jak daleko sięga ta kotlina morska, powiedzieć oczywiście nie można jeszcze dzisiaj, to wszakże jest pewnym, że się ona rozciąga ku północy od ziemi Franciszka Józefa, a na wschód do wysp Nowosyberyjskich. Mamy jednak podstawę do przypuszczenia, że idzie i dalej w kierunku wschodnim, ponieważ ,,Jeanette’a“, w miarę posuwania się ku północy, znajdowała morze coraz głębszym. To też jestem przekonanym, powiada Nansen, że kotlina sięga ku północy. Zarówno żeglując na „Framie”, jak w czasie podróży naszych saniami, nic nam nie oznajmiało bliskości lądu znaczniejszego obszaru, a lody sunęły ciągle ku północy. Sposób, w jaki się to parcie lodów odbywało, samo przez się dawało do myślenia. Gdyby tam, w bliskiej względnie odległości ku północy znajdował się jakikolwiek ląd znaczniejszy, to musiałby on temu dążeniu jodów na północ koniecznie przeszkodzić.

Oprócz tego zdaje się, że wielkie masy lodowisk ruchomych, dążących z potężną szybkością wzdłuż brzegów Grenlandii aż cło przylądka Farewell ku południowi, dowodzą tego samego. Takiej obszerności pola lodowe muszą koniecznie napływać z jakiegoś wielkiego morza. Wprost przeciwnie natomiast wydaje się prawdopodobnym, że po tamtej stronie bieguna, pomiędzy nim a archipelagiem Amerykańskim musi się znajdować ląd znacznej rozległości.

Wydaje mi się, że z naszej wyprawy wyniosłem dość jasne pojęcie o tym, w jaki sposób rozumieć należy to ciągłe wędrowanie lodowisk od jednej strony podbiegunowego zagłębia, od cieśniny Beringa i wybrzeży Syberyjskich na północ, a ukośnie przez okolice podbiegunowe ku oceanowi Atlantyckiemu.

Tam gdzie, jak mniemano dotąd powszechnie, znajdować się miał na najbardziej na północ posuniętym punkcie tylko jednolity pancerz lodowy, znajdujemy wiecznie wędrujące pokruszone lodowiska ruchome.

To samo przypuszczenie potwierdza nam wędrowne drzewo syberyjskie, przynoszone do brzegów Grenlandii i szlam, znajdujący się na lodowiskach, który także nie innego, tylko syberyjskiego jest pochodzenia. Podczas wędrówek naszych pod 86° stopniem znaleźliśmy wiele wskazówek, które to przypuszczenie zupełnie potwierdzały.

Siłą, nadającą ruch tym masom lodowym, musi być niewątpliwie siła wiatru, a ponieważ na tych morzach, na północ od Syberii, południowo-wschodnie wiatry są przemagające, a na północ od Spitzbergu północno-wschodni panuje, musi on przeto pędzić lody we wskazanych powyżej kierunkach. Z wielu bardzo przeze mnie zarządzonych poszukiwań, wolno mi jest przypuszczać istnienie powolnego prądu wody, pod powłoką lodów ukrytej, w tym samym co i lody kierunku. Musi jednakże czas jeszcze jakiś upłynąć, zanim opracowane rezultaty tych poszukiwań zamienią się w pewniki niezbite.

Poczynione w ciągu wyprawy badania hydrograficzne dały, powiedzieć to już mogę, rezultaty zdumiewające.

Oto na przykład, mniemano dotąd powszechnie, że zagłębie podbiegunowe wypełnia woda, której temperatura mniej więcej – 1,5° C. wynosi. Nasze tedy odkrycie, dające pewność, że pod zimną powierzchnią, znajduje się woda temperatury wyższej, dochodzącej niekiedy do +1° C. mogę śmiało nazwać zdumiewającym.