Pierwsze wyprawy cz. 24

Wypływając z Norwegii, jak to obecnie czyni większość eksploratorów ku Oceanowi Lodowatemu, spotykamy na północno-wschodzie Islandii małą, ale ma 1965 metry ponad poziom morza wyniesioną wysepkę Jana Mayen’a, dalej ku północy wyspy Niedźwiedzie, słynne z bogactwa ryb, w które obfituje otaczające je morze.

Na północ tych ostatnich archipelag Spitzbergu, w którym największą wyspą jest Spitzberg zachodni, a w tej części Oceanu Lodowatego i morza Karyjskiego wyspy: Nowaja Zemla, Kałgujew i Wajgacz.

Ostatnią grupę arktyczną pomiędzy 80° a 88° stop. szerokości północnej stanowi Ziemia Franciszka Józefa, odkryta w 1873 przez Karola Weyprechta i Juliusza Payera. Ci ostatni odkryli jeszcze dalej ku północy ląd zwany ziemią Petermana, której najbardziej wysunięty na północ cypel górzysty nazwano przylądkiem Wiedeńskim.

W ostatnich dziesiątkach lat jedno z największych powodzeń na północy osiągnął wspominany już przez nas szwedzki eksplorator Eryk Nordenskiold. W roku 1875 odważył się on puścić przez osławione morze Karyjskie aż do ujść Jeniseju, a potem żeglował wzdłuż całego azjatyckiego wybrzeża z bez przykładnym prawdziwie szczęściem. W 1878 roku przedsięwziął drugą wyprawę znowu tymi samymi syberyjskimi wybrzeżami, aby się dostać do cieśniny między Azją a Ameryką. Istotnie kilka jeszcze godzin trzeba mu było, aby cel osiągnąć, ale lody otaczały zewsząd, statek zamarzł a Nordenskjbld musiał pomyśleć o przezimowaniu. Powrócił szczęśliwie do Europy przez kanał Suezki w r. 1880.

Bardzo smutny był los „Jeanetty” – statku wyprawionego na północ przez właściciela nowojorskiego Heralda, Benneta, głośnego już z ekspedycji przedsięwziętej dla odszukania Livingstone’a w Afryce. Jeanette’a wypłynęła pod dowództwem kapitana Delong w roku 1879. Po pierwszej przebytej zimie, zapędziły wiatry okręt ku północo-zachodowi, gdzie między 77° północnej szerokości i 155° wschodniej długości został on przez góry lodowe zdruzgotany, a załoga na trzech łodziach ratunkowych żeglowała ku ujściom Leny. Dwie z tych łodzi dobiły tutaj w istocie do brzegów Syberyjskich, ale ludzie byli w najopłakańszym stanie, nadto nie przybyły one obie razem. Od razu trafił inżynier Melville, dowodzący jedną z nich na krajowców i ci doprowadzili go do rosyjskiego posterunku. Niezwłocznie przedsięwziął Melville stamtąd wyprawę, celem odszukania reszty towarzyszów pod dowództwem kapitana Delong. Trafiał ciągle na ich ślady, ale ich samych doścignąć nie mógł i dla braku środków żywności musiał powracać. Na wiosnę 1882 roku wyruszył powtórnie, ale po to jedynie, żeby odszukać zwłoki męczenników, i znaleźć bolesnej treści przedśmiertny pamiętnik kapitana Delong. Niezrównanej tragiczności są w istocie kartki tego dziennika. Jeden za drugim z tych ludzi umierał, i to stanowiło cały przedmiot tego grobowego notatnika. Tylko opisy są coraz krótsze; znać, że i autorowi mało dni zostawało do końca. „Collins kona“ oto słowa, na których się kończy ów pamiętnik. Rezultatem tej wyprawy jest odkrycie wysp: Jeanetty, Henrietty i Benneta, zaliczonych do grupy Nowosyberyjskiej.

Ponieważ losy „Jeanetty” nieznane były przez dwa lata, wyprawiono kilka okrętów dla odszukania przypuszczalnych jej rozbitków. Na ślad ich nie trafiono nigdzie, ale kapitanowie Hooper i Berry odkryli dwie nieznane wyspy, którym nadano nazwy Heralda i ziemi Wrangla. Prócz tych szukali jeszcze rozbitków „Jeanetty“: Hovard, Bunge i Toll – wszyscy, jak wiemy, bez rezultatu. Zebrana w roku 1881 w Petersburgu tak zwana Konferencja Polarna postanowiła, aby każde z państw morskich urządziło ze swojej strony stację obserwacyjną w krajach polarnych. Szło o to, aby takimi posterunkami otoczyć biegun północny dla pożytku nauki i ratunku przyszłych eksploratorów. Projekt wszedł w wykonanie w r. 1882, i dziś następujące państwa w tych punktach postanawiały swoje stacje.

Amerykanie ze wszystkich narodów posunęli najdalej ku Północy swoje badania. Kapitan Lockwood doścignął w dniu 13 Maja 1882 r. najdalszego punktu na ziemi Podbiegunowej, mianowicie 83° 23′ 8″ szerokości północnej. Pierwszeństwo, którym się przez 300 lat cieszyła Anglia, dostało się Stanom Zjednoczonym.

Taki jest w krótkim streszczeniu zarys wypraw podbiegunowych, przedstawiony tutaj chronologicznie. Musieliśmy się ograniczyć do główniejszych, to jest takich, które nauce największe oddały usługi, albo też wielkimi ofiarami zasłużyły na wspomnienie potomności. Oprócz Nansena pozostaje już tylko zrobić wzmiankę pobieżną o wyprawie Andreego, która, wedle wszelkiego prawdopobieństwa, zakończyć się musiała tragicznie, albowiem od lat dwóch blisko żadnych wieści o śmiałym aeronaucie i dwóch uczestnikach jego awanturniczego przedsięwzięcia, świat nie otrzymał. Andree widząc, że wszystkie dotychczasowe usiłowania nie doprowadziły do osiągnięcia celu głównego t. j. do znalezienia bieguna, powziął myśl dostania się tam balonem. Wziął w rachunek porę wiatrów periodycznych, a te jego zdaniem koniecznie powinny były doprowadzić dalej, niż wszystkich jego poprzedników, którzy tego samego statkiem, pieszo albo na saniach zaprzężonych psami dokazać chcieli. Nadto zastosował swojego pomysłu przyrząd, który utrzymywać był powinien aerostat jego na pewnej wysokości. Co się stało, gdzie i kiedy zginęli ci ludzie? – nie wiadomo.