Pierwsze wyprawy cz. 21

Tymczasem znaleziono wielką liczbę zatok, dróg morskich, wysp i półwyspów, ale cel główny, odszukanie Franklina i jego osady chybiony całkowicie. Dr. Rae słyszał od Eskimosów, że na wiosnę roku 1850 widzieli oni tam ludzi białych, którzy im znakami dawali do zrozumienia, że ich okręt został rozbity, że ci wszyscy ludzie z wyjątkiem wodza, wyglądali na zbiedzonych i podupadłych na duchu, i że im brak było żywności zupełnie, a w parę tygodni potem mieli ci dzicy znaleźć trupy ludzi białych na wybrzeżach amerykańskiego lądu. Pomimo, że nie było w tych wiadomościach nic nieprawdopodobnego, Dr. Rae przyjął je z niedowierzaniem, bo w ogóle Eskimosi za wiarogodnych nie uchodzą, niemniej jednak udał się on we wskazanym kierunku i tam dopiero przekonał się, że informacje były niestety najautentyczniejsze. U krajowców odnalazł masę przedmiotów, które bez żadnej wątpliwości należały do zaginionych; były tam szczątki zegarków, kompasy, lunety, srebrne łyżki i widelce z herbem i cyframi Franklina, broni najróżniejsze pozostałości, które należały do dowódców okrętów i ich towarzyszów. Z tymi smutnymi szczątkami stanął 22 października 1854 Dr. Rae w pałacu Admiralicji i tam swoją nieoczekiwaną wiadomością wywołał nader smutne wrażenie. Znowu tedy zarządzono nowe poszukiwania, znowu organizowano nowe wyprawy, ale dopiero kapitanowi Mac-Clintock sądzonym było ostateczną dać odpowiedź na te niefortunne wątpliwości. Pośrednimi korzyściami tych wszystkich wypraw było dojście do dwóch niezbitych pewników: Pierwszym z nich było przekonanie się ostateczne, że ląd amerykański nie dochodzi wcale do samego bieguna, jak do tej pory mniemali wszyscy – drugim, że Ameryka nie łączy się z Grenlandią, o czym również nie wiedziano dotąd.

W tym okresie czasu, między 1850 a 1858 rokiem najwięcej odznaczyli się dowódcy wypraw: Belcher, Kellet i Pullen, którzy szli od zatoki Baffińskiej na zachód, a z drugiej strony Collinson i Mac-Clure, postępujący od cieśniny Behringa ku wschodowi. Collinson zatrzymany przez lody zmuszony był powracać, a co do M.Clure’a, to ten, trzymając się dotąd przeważnie wybrzeży północnych amerykańskiego kontynentu, dostał się do Przylądka Parry’ego, stamtąd podążył ku północy do przylądka Nelsona i spróbował przedostać się nieznaną dotąd drogą przez, cieśninę księcia Walii ku wyspie Melville’a. Massy lodu zastąpiły mu drogę i musiał tu z roku 1850 na 51 przezimować. Stąd robił piesze wycieczki aż do Przylądka Weel i w ciągu tej zimy zdołał się przekonać nareszcie, że cieśnina księcia Walii otwiera się u kanału Mellville’a, a że przez cieśninę Barrow’a prowadzi ona do kanału Lankastra, musi przeto stanowić ową drogę Północno-zachodnią.

Było to 26 Października r. 1850, gdy kapitan M.-Clurepo kilkodniowym mozolnym marszu ujrzał ze wzgórz, w oświetleniu wschodzącego słońca, ujście cieśniny księcia Walii do wielkiego kanału Melville, ujrzał własnymi oczyma to, co dotąd było tylko przypuszczeniem opartym na wnioskowaniu. Zaparty przez lody na przeciąg między 1851 a 1853 r., znowu w pieszych poszukiwaniach swoich wynalazł drugie północno-zachodnie przejście. Przez ten czas statek jego „Investigator“ ścisnęły lody i wysadziły 10 metrów po nad poziom, tak, że o powrocie na nim mowy być nie mogło, i ostatecznie kapitan M.Clure wraz z załogą swoją i czterech innych również straconych okrętów, zabrany został do Anglii przez inny okręt, i tu stanął dopiero w Październiku 1854 przed radą Admiralicji, aby zdać sprawę ze swoich zadziwiających odkryć. Od lat dwóch on, osada i statek uważani byli za straconych.