Pierwsze wyprawy cz. 19

Spostrzeżono zdała żagiel na morzu; zabiły na chwilę serca otuchą; dawano znać o obecności ludzkiej rozmaitymi sposoby, palono prochy – wszystko daremnie; okręt nieznany nie spostrzegł sygnałów i pożeglował ku południowi. W kilka godzin spostrzeżono drugi statek — te same próby i ten sam zawód. Bliscy byli rozpaczy tyloletni tułacze po krainach podbiegunowych i gdy już zupełnie tracili nadzieję, dostrzegli, że okręt spuszcza szalupę. Gdy sternikowi prowadzącemu łódź ratunkową oznajmiono, że to załoga statku „Victory“ pod dowództwem kapitana Rossa, zupełnie wierzyć nie chciał, albowiem, wedle mniemania powszechnego, kapitan Ross przepadł już stanowczo przed dwoma laty. Takie przynajmniej panowało przekonanie w Anglii.

Statek, który ocalił wyprawę Rossa, nazywał się „Izabella”, a dowódcą jego był kapitan Hull. Tak więc owocem tej wyprawy było znalezienie bieguna magnetycznego kuli ziemskiej, odkrycie lądu Boothia Felix i wiadomość o morzu wewnętrznym, o którym wiedział już Franklin od Eskimosów.

Jeszcze raz próbowali Anglicy kwestię drogi północno-zachodniej rozwiązać przez urządzenie wyprawy lądowej, a jakkolwiek pierwsza ekspedycja Franklina z roku 1819 nie przyniosła żadnych rezultatów, to jednakże kierownicy jej, Franklin Richardson, od myśli swojej nie odstępowali. Umontowano im więc statek w roku 1825, i tak jak pierwszym razem starali się, idąc z biegiem rzeki Mackenzie, dostać na morze Lodowate, aby tam spotkać się z wyprawą kapitana Beechey, który im od cieśniny Beringa miał iść na spotkanie.

To Cię zainteresuje:

– Zaburzenia osobowości psychoterapia schematu