Pierwsze wyprawy cz. 16

To nagle zjawiał się tuż przed statkiem jakiś niespodziany łańcuch gór, który sam z siebie ustępował i znikał wreszcie w niewidzialność, to widzieli żeglarze ukazujący się pod sklepieniem niebios jakiś statek, żeglujący po firmamencie z żaglami i masztami na dół, a dnem zwróconym ku górze – dziwy i cuda jednym słowem. Wkrótce jednakże ustąpiły te zjawiska fantastyczne twardej rzeczywistości. Po przebyciu cieśniny Lankastra natrafiła wyprawa na zapasy pozostawione przez Parry’ego, z których zabrano tyle, wiele na razie potrzebowała załoga, pozostawiając resztę na potrzeby własnej lub innych. Ale teraz właśnie rozpoczynała sięj0§oroż, której nie można nazwać inaczej, jak najstraszniejszą z walk, jakie człowiek z wrogą mu przyrodą wytrzymać może. O przejściach, które tutaj oczekiwały na ekspedycję kapitana Rossa, on sam wyraża się w ten sposób: „Kto widział w ruchu te góry, skały i wyspy niedojrzanej wysokości, kto raz usłyszał ten ogłuszający huk, gdy się one ścierając ze sobą, walą przed, obok i ponad tak wątłą łupiną, jaką jest statek – kto widział i słyszał to wszystko, ten przypominając sobie burze, jakie przebywał na innych morzach, myśleć o nich będzie przez porównanie, jak o wichrze, gdy ten kołysze powierzchnią jakiego jeziora lub kanału.

To Cię zainteresuje:

– likwidacja piecow weglowych
– płyty niezapalne