Bieguny ziemi cz. 3

Pod koniec Stycznia po długiej nocy daje się dostrzegać na południu słaby przebłysk, zwiastujący rychłe ukazanie się słońca. Codziennie robi się ten świt wyrazistszym, i co dzień wyżej podnosi się do zenitu, a nareszcie w połowie Lutego ukazuje się rąbek słoneczny, który tym razem znika natychmiast. Koleją rzeczy zwiększa się ten rąbek z dnia na dzień, i trwanie jego na widnokręgu również. Odtąd dzień i noc następują po sobie, i powtarza się to przez ciąg 65 dni tj. 21 Kwietnia, po tym terminie bowiem słońce przestaje zupełnie zachodzić. Przez 12 godzin podnosi się ono ku zenitowi, przez drugie 12 chyli powrotnie, ale linii widnokręgu nie przekracza nigdy, i taki stan rzeczy, który trwa przez cztery miesiące, zwie się tam latem.

23 Sierpnia stonce zachodzi po raz pierwszy. Zachodzi na krótką bardzo chwilę, i ten pierwszy zachód nie nocą, a zmierzchem raczej nazwanym być może, ale szybko nadzwyczaj idzie teraz w kierunku odwrotnym tak, że 26 Października słońce pogrąża się w morze i już więcej w roku bieżącym nie ukaże się mieszkańcowi tych krain, jeśli się taki przypadkowo tutaj znajduje. Przez jakiś czas jeszcze ma niebo pewien przebłysk światła, ale i ten ustaje wkrótce i horyzont pokrywa zimna mgła, po przez którą tylko blade światło księżycowe i migotanie gwiazd rozpraszają nieustającą pomrokę. To lato podbiegunowe nie daje jednakże ciepła, a z pewnych względów i jasność nawet dzienna nie jest tym, czym bywa w innych strefach. Pomimo, że słońce nie zachodzi teraz z horyzontu przez cztery całe miesiące, promienie jego padają zawsze skośnie, stąd własności jego ogrzewające są, rzec można, minimalne, a przy tym promienie, przedzierając się przez bardzo gęstą warstwę powietrza, zostawiają tam większą część swego ciepła. To też w Czerwcu i Lipcu najwyższa temperatura nie przekracza tutaj 8 stopni po nad zero, a w Sierpniu przeciętne ciepło redukuje się do natężenia pośredniego między 0 a 1-ym stopniem. W Marcu temperatura notowana jest od -20 stopni do -50 stopni; w kwietniu między -10 stopni a -40 stopni; w Maju między 0 a -30 stopni. Podobne zmiany pochodzą z tego, że niebo nawet w lecie nie bywa nigdy jasnym w ciągu całego dnia; nagle ukazują się chmury, gęste tumany mgieł kłębią się nad morzem i oto sypie śnieg i grad wśród tego lata, podobnie jak w porze najsroższej zimy. Wiosna jednakże nawet na Spitzbergu nie jest zupełnie odartą ze swego wdzięku uprzywilejowanego. Topnienie śniegów, kaskady strumieni, pączki rozwijające się na tych karłowatych wierzbach i iwach, wraz z chmurami nadciągającego wędrownego ptactwa, nadają przecież jakie takie ożywienie tym krainom nocy i lodów. A trafia się często, że i niebo przyjmuje udział w tym wielkim święcie przyrody i daje ze swojej strony to, co dać może najpiękniejszego, to jest miraże, tym krainom właściwe. Niepodobnym jest prawie oddanie piórem wspaniałości tych ułud, którymi krainy arktyczne czarują wzrok wędrowca w pewnych chwilach. Widnokrąg cały podnosi się niejako i usuwa na odległość; przedmioty znajdujące się w dali unoszą się w powietrze, jak gdyby na skinienie różdżki czarodziejskiej. Oto pola pływające, góry lodowe, gleczery, brzegi wraz z ich przylądkami i zatokami, wszystko to naraz przenosi się na firmament. Ale tam kształty i formy nie pozostają wcale tern, czym są w rzeczywistości; wskutek drgania fal powietrznych ich długość szerokość, ich fasady i profile niby w kalejdoskopie nieustająco przechodzą z jednych konturów w drugie, dziesiąte, setne a zawsze zdumiewające, zawsze wywołujące podziw i zachwyt człowieka. Oto zaledwie zachwyciły cię widokiem świątyń, portyków, obelisków, wnet widzisz jak dzwonnica ostro zakończona przemienia ci się w krzyż niezmiernych rozmiarów, jak z tego krzyża wytwarzają się ni stąd ni zowąd kształty olbrzyma człowieka, a z tych świątyń, łuków, arkad, krzyżów i postaci ludzkich formuje się za jednym podmuchem wiatru wielka warownia z blankami i kurtynami a po nad nią zawieszona w powietrzu dolina zasiana drzewami, przybierającymi na się niespodziane formy zwierząt budowy apokaliptycznej o jakich wyobraźnia twoja czytelniku nie zamarzyła nawet nigdy.