Bieguny ziemi cz. 1

Wiadomym jest, że różnorodność stref i klimatów naszego globu ma za przyczynę skośne położenie osi ziemskiej odnośnie do płaszczyzny jej drogi okołosłonecznej. I w samej rzeczy, gdyby planeta nasza poruszała się około słońca w ten sposób, aby równik zbiegał się zawsze z orbitą ziemi, słońce oświetlałoby jednakowo każdy punkt na powierzchni globu, i dawałoby mu od początku do końca roku tę samą ilość światła i ciepła. Wieczna wiosna byłaby następstwem bezpośrednim tego stanu rzeczy; nadto dni i noce trwałyby wszędzie jednako, a okolice obu biegunów miałyby wieczny dzień, bo słońce, oświetlając ciągle jedną połowę ziemi, rozdzielałoby swój widnokrąg świetlny równo między oba bieguny.

Dalszym skutkiem byłoby jeszcze, że słońce, zawsze prostopadłe do równika, rzucałoby »a pas tropikalny taką ilość ciepła, że ani zwierzę, ani roślina istnieć by tam pewno nie mogły. Co do biegunów, to te znowu korzystałyby wprawdzie z nieustającego światła, ale za to temperaturę miałyby taką, która by tam nawet na najmniejszą ilość tych dzisiejszych nędznych mchów nie pozwalała. Właściwością takiej wiosny stałej byłaby całkowita monotonia przyrody, a jej przywilejem senność w życiu roślinnym, bo tam gdzie niema zmian temperatury, tam nie mogłoby być ani budzenia się, ani ruchu, ani życia. Podobnie jak powietrze samo przez się jest tylko siłą bezwładną, i dopiero w zetknięciu ze zmianą temperatury rodzi wiatry, tak samo, nic z tego, co żyje, nie daje się pojąć inaczej, jak przez zestawienie z przeciwieństwem.

Aby ziemia mogła być zamieszkałą potrzeba było, żeby jej oś była nachyloną względem orbity czyli drogi okołosłonecznej. Wynika z tego, że ziemia w swoim biegu obrotowym dokoła słońca, zwraca ku niemu coraz inne punktu swojej powierzchni, to jest inne okolice i strefy, i że tym sposobem gwiazda dnia nie oświetla ciągle całej jednej połowy globu od bieguna do bieguna, ale przeciwnie, to jej oświetlanie jest zupełnie nieregularnym. Tak Na przykład biegun północny oświetlonym bywa zupełnie wtedy, kiedy nad południowym noc całkowita panuje.

Te właśnie nierówności w oświetlaniu i ogrzewaniu ziemi dają jej warunki niezbędnie jej życiu potrzebne, a mianowicie dają jej zmienność światła i ciepła. W ten sposób powstają pory roku, które można uważać jako wielkie następstwa drobnej pozornie przyczyny, a które są w istocie niewyczerpanym źródłem życia organicznego. Tak tedy na nieznacznym nachyleniu osi ziemi polega całe niezmierne bogactwo, jakie mieści w sobie roślinność, dalej całe królestwo zwierzęce, a przez to wszystko razem wzięte rodzi się ta cudowna zmiana pór roku, której dobrodziejstw kosztujemy wszyscy, ale której pierwsza przyczyna tak wielu ludziom nieznaną jest zupełnie.

Łatwo jest zrozumieć stąd, że pory roku dwóch półkuli – północnej i południowej – muszą być wprost sobie przeciwne; słońce może kierować promienie swoje tylko na jedną połowę globu, a to właśnie dla tego, że ciągła skośność osi ziemskiej nie pozwala obu półkulom zwracać się do słońca jednocześnie. I tak jest w istocie; w porze naszych dni najdłuższych, podczas przesilenia letniego (u nas 21 czerwca), półkula południowa ma zimę, a w porze naszych nocy najdłuższych i przesilenia zimowego (21 grudnia) przypada tam właśnie pora letnia. Dwa razy tylko do roku dosięga ziemia stanu pośredniego między tymi dwiema ostatecznościami; promienie słoneczne padają wtedy na równik prostopadle. Jest to pora porównania dnia z nocą (równonoc), przypadająca 21 marca i 23 września. W tych tylko dwóch dniach dnie są równe co do długości i wszędzie jest jesień lub wiosna.

Cztery główne nachylenia równika względem słońca tworzą cztery pory roku.

W dniu tedy 21 marca słońce znajduje się na równiku, skąd oświetla obie półkule aż po koła biegunowe, ale odtąd poczynając, następuje zwiększanie jego dla bieguna północnego, a zmniejszanie dla południowego przez ciąg sześciu miesięcy, podobnie jak poczynając od drugiej równonocy (23 września) zwiększa się na dla bieguna południowego a zmniejsza dla północnego. Stąd wypada, że pod biegunem jest tylko raz do roku dzień i noc równej długości. W miarę posuwania się ku biegunowi ten dzień zmniejsza się ciągle, i w ten sposób pod 67° 18′ trwa on tylko przez miesiąc, a w obrębie koła biegunowego trafia się raz do roku (21 czerwca), że słońce nie zachodzi wcale, i raz jeden (21 Grudnia) gdzie się nie ukazuje zupełnie. Wszystkie te same zjawiska znajdujemy u bieguna południowego, tylko odwrotnie. Tutaj długa noc rozpoczyna się 21 marca, a 21 grudnia dzień jest najdłuższym. W tej strefie tedy słońce opisuje koło, które przebiega widnokrąg bez przerwy, a człowiek ujrzy kolejno swój cień we wszystkich kierunkach w ciągu 24 godzin.